Dzisiejszy post poświęcę rozważaniom na temat tańca. Szczerze nie lubię tańczyć. Zapewne dlatego, że po prostu nie umiem. Jedno jest pewne: ja i taniec to dwa bardzo odległe światy.
Na zakończenie gimnazjum tradycyjnie w mojej szkole tańczy się poloneza. Piękny taniec, ale jakoś nie cieszy mnie fakt, że po feriach zaczną się próby. Mam nadzieję, że jakimś cudem mnie to ominie. Jest możliwość, że będzie tańczyć tylko 8 par (w moim roczniku wychodzi wszystkich 16), więc może, a raczej na pewno się nie załapię. Wolę popatrzeć z boku jak inni robią z siebie kretynów (chociaż w sumie to wszystkim to lepiej wychodzi) niż sama niego z siebie robić. Chociaż jakbym miała tańczyć z "kimś" to bym się może skusiła. Ale nawet nie mam co marzyć...
Na zakończenie podstawówki także tańczyliśmy. Byłam naprawdę zestresowana przed tym występem. W sumie było spoko. Nawet się nie pomyliłam, więc było dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz